- Boże, przecież to jest majątek za taką ścierkę! - prawie krzyczysz widząc cenę blisko siedmiuset złotych za skrawek materiału.
- Larcia, wyluzuj, cały sklep Cię słyszy - zatyka Ci usta ręką.
- No błagam Cię, przecież pierdolca idzie dostać widząc takie ceny. Wychodzimy stąd.
Ciągniesz go za rękę rzucając wcześniej sprzedawczyni jedno ze swoich najbardziej gromiących spojrzeń. Ona zaś aktualnie przechodzi stan ekstazy patrząc tylko w stronę Twojego przyjaciela.
- Boże, czy każda laska musi sikać na Twój widok? - przewracasz oczami.
- Przesadzasz.
- Serio. Chciała Cię zjeść. Pożreć. Whatever.
- Jestem najlepszy, to czemu by nie? - wystawia Ci język i prowadzi Cię do kolejnego ze sklepów.
Chwilę później wciska Ci kilka sukienek do ręki i wysyła do przymierzalni.
- Tym razem ani mi się waż patrzeć na metkę, rozumiesz? Najpierw przymierzasz wszystkie, wybierasz, dopiero potem się patrzysz na cenę. Tak? - podnosi Twój podbródek i patrzy w oczy wyczekując odpowiedzi.
- Nie bądź despotą Kocur, zejdź już ze mnie. Okej, okej, przymierzę, pasi?
- Zdecydowanie.
Zadowolony rozsiada się na kanapach ekskluzywnego butiku i czeka jak na pokaz mody. Wciskasz na siebie pierwszą z jego propozycji. O dziwo nawet się dopinasz. Cóż, Kotek ma niezłe oko co do rozmiaru. Postanawiasz wyjść z przymierzalni jak na modelkę na pokazie przystało.
- Fiu, fiu, Larusia nam się zmienia - zagwizdał.
- Wypchaj się - ściągnęłaś z nogi nie do końca założonego trampka i rzuciłaś w niego.
- Auć. Masz szczęście, że mam dobry refleks. No już, leć księżniczko po następne. Jak tak dalej pójdzie, to nuż na tym weselu znajdziesz jakiegoś facecika.
- Facecika, to możesz ty sobie znaleźć, jeśli będziesz gejem. Ja co najwyżej szukam mężczyzny - odpowiadasz mu już zza drzwi, bo właśnie zaczęłaś przebierać się w kolejną, zapewne drogą szmatkę.
Stwierdzasz, że nawet całkiem dobrze Ci w sukienkach, ale i tak spodnie pozostaną królem w Twojej szafie. Trzy kolejne propozycje demokratycznie zostają odrzucone, pozostała ostatnia.
Sięga Ci do połowy uda, ma dekolt w serduszko, jest zapinana z tyłu długim, złotym zamkiem, a cała zrobiona chyba z jakiegoś tiulu koloru śliwkowego, tak przynajmniej sądzi upierdliwa ekspedientka, która Ci aż nazbyt naskakuje. Zobaczyła Cię przy trzeciej sukience i postanowiła, że przypadkiem akurat Tobą i Maćkiem się zajmie. Cóż za szlachetność.
- Woow - Twój przyjaciel aktualnie nie potrafi wydusić z siebie żadnego więcej słowa.
Patrzy z otwartą buzią i sama już nie wiesz, czy jest dobrze, czy źle.
- Zamknij z łaski swojej te usteczka a następnie powiedz coś konstruktywnego.
- Jest.. Wow. Mega,
- Taa, ty i Twoje wypowiedzi.
- No co ja Ci tu mam esej napisać?
- A masz przy sobie kartkę i długopis? To możesz. Ja mam dużo czasu.
- Jesteś pieprznięta, ale i tak Cię kocham - podchodzi i mierzwi Ci włosy, całując w policzek. - Bierzemy. Bez dwóch zdań.
- Dobra despoto, a teraz pozwolisz już, że zerknę na te metki?
- Czym chata bogata.
- O kurwa.
Tylko tyle wydostaje się z Twoich ust. Tysiąc dwieście pięćdziesiąt.
- Ciebie Bóg opuścił! Ten sklep Bóg opuścił! - podnosisz głos.
- Bo?
- Nigdy w życiu nie dam tyle za kawałek jakiejś szmaty, no błagam Cię!
- Ale proszę Pani, to jedyna taka sukienka w tym sklepie, więcej nie dostaliśmy. Wyjątkowy egzemplarz i tak zdecydowanie zbyt tani - ekspedientka wtrąca się do rozmowy.
- Nie ma mowy. Nie i koniec.
- Dobra Klarysko, sio mi do przymierzalni i ściągaj to z siebie.
- No jakaś mądra decyzja Kocurku, brawo.
Podążasz do przebieralni i z ulgą ubierasz ponownie ulubione jeansy. Odwieszasz na wieszak stojący przed kabiną wszystkie drogie propozycje i idziesz do przyjaciela. Razem opuszczacie galerię handlową i kierujecie się do twojego mini coupera.
- Popierdoliło ich zdrowo z tymi cenami - komentujesz, kiedy już usadowiłaś się na miejscu dla kierowcy.
- No troszkę. Ale wiesz, wszystko ma swoją wartość.
- God, nigdy nic nie kupię. Chyba normalnie zdecyduję się wreszcie na coś z internetu, bo przecież tutaj to jest jakaś paranoja!
Powoli włączasz się do ruchu i ruszasz dalej w kierunku Twojego domu.
Powoli włączasz się do ruchu i ruszasz dalej w kierunku Twojego domu.
- Zaprosiłabym Cię do siebie, ale Twoja narzeczona wystarczająco ma mnie dość. Więc pozwolisz, że grzecznie każę Ci wypierdalać do siebie, a ja pójdę coś zjeść, żeby potem jęczeć jak gruba jestem.
- Jak zawsze grzecznie. Oj Larcia, jakby ktoś tak z boku posłuchał naszych rozmów.. - śmieje się i całuje Cię w policzek.
- Żadnych zboków jeszcze nie spotkałam. Ale wszystko przede mną. Pa.
Śmieje się i powoli idzie w swoją stronę. Zamykasz za sobą drzwi, zostawiasz w przedpokoju bluzę i trampki, a potem kierujesz się do kuchni. Nalewasz sobie soku, perfekcyjnie schłodzonego. Bo przecież w Twoim życiu od jakiegoś czasu wszystko musi być perfekcyjnie. Tak, od tamtego czasu, kiedy pojawił się Mieszko. I sobie odszedł.
Przechodzisz do salonu, gdzie z miską popcornu i piciem rozsiadasz się wygodnie na kanapie. Włączasz na DVD jakiś film i patrzysz w niego bez większego zainteresowania. Znasz przecież go doskonale. A w myślach wciąż krąży Ci ten frajer, który tak bardzo zniszczył Ci życie. Głębsze rozkminy przerywa Ci telefon.
- Cześć Klarysko, jak żyjesz?
- Boże, to znowu ty. Braciszku, czy ty nie masz własnych zajęć? Treningów, meczy, nic?
- I tak Cię kocham.
- A ja Ciebie nie. Żyję, to się liczy.
- Nie pytam czy, tylko jak. Gdybyś nie żyła, prawdopodobnie bym z Tobą nie rozmawiał.
- Prawdopodobnie. Czyli nie na pewno. Mogłabym pozostać jako duch i straszyć później wszystkich.
- Czasem zastanawiam się, czy ty aby na pewno jesteś z tych Chrapkowskich. Czy Cię w szpitalu nie podmienili.
- Mogliby. Miałabym lepszego brata.
- Dobra, już lepiej skończmy. Przyjeżdżam.
- Na chuj?
- Klara! - beszta Cię za słownictwo.
- Błagam Cię Piotruś, przecież nie jestem już małą dziewczynką.
- Nie ważne. No jak na co, na ślub.
- Czyj? Bo mój na pewno nie - śmiejesz się. - Nie przypominam sobie, żebym robiła jakiś, to raz. Dwa, że kandydata nie mam na męża, a trzy, że na pewno bym Cię na niego nie zaprosiła. Także, wybaczysz..
- Stocha głupia.
- O.
I następuje chwila ciszy. Uświadamiasz sobie, że faktycznie przecież Kamil zaprzyjaźnił się z Twoim bratem, przez to, że jak do Ciebie przyjeżdżał, często się widywali.
- I co w związku z tym?
- Przenocujesz nas?
- A mam inny wybór?
- Klara proszę Cię, przestań być cały czas taka opryskliwa.
- Opryskliwa? - śmiejesz się. - Wredna, zła, nienormalna, szczera.. Mogłabym jeszcze kilka wymienić. Ale opryskliwa to nowe sformułowanie, dodam do swojego CV.
- Z Tobą nie da się normalnie rozmawiać.. Nie mam zamiaru dłużej tego ciągnąć. W każdym razie razem z Dagmarą przyjedziemy do Ciebie w czwartek przed weselem.
- Dagmara przyjeżdża? Przecież w ciąży jest. Nie powinna zostać w domu?
- Ciąża to nie jest choroba. Przestań.
- Martwię się o nią, to źle? - kłamiesz.
- Ty się nie martwisz. Wiem, że jej nie lubisz. Nie zapominaj, że jest moją żoną i wkrótce urodzi moją córkę.
- Czy Twoją, to się okaże.
- Klara, cholera jasna no!
- Dobra, przepraszam, już. Okej, przenocuję Was. Zostawię Wam całą chatę wolną, a sama pójdę spać wtedy do Kota. Pasuje?
- Nie musisz.
- Ale chcę. Jeszcze coś?
- Nie. Chociaż.. Klara?
- Hm?
- Brakuje mi tej starej Klary. Mojej młodszej siostrzyczki. Która była normalna, prosta i można było sobie porozmawiać o wszystkim.
- A mnie nie. Muszę kończyć. Daj znać, jak będziecie się zbierać z Kielc do mnie. Pa.
I wyłączasz się. Bo wiesz, że nie chcesz ciągnąć dłużej tematu pod tytułem "mała Larcia mieszkająca z kochającą rodzinką na Kaszubach, która wszystko robiła jak wszyscy chcieli". Wolisz to co jest tu i teraz. Kochasz Zakopane, kochasz swój dom i widok z okien. I wiesz, że za nic w świecie nie chcesz się cofać w tamte rejony.
Wracasz na sofę, przykrywasz się kocem i wciąż patrzysz tępo w szklany ekran. Mijają kolejne godziny, a ty wciąż nie masz ochoty zrobić nic. Chwilę później słyszysz kroki w przedpokoju.
- Niech zgadnę, Chrapkowski numer dwa zadzwonił do Ciebie, ty się wkurwiłaś i nie masz ochoty nawet odebrać ode mnie telefonu? Larcia, Larcia..
Kot jak gdyby nigdy nic, pakuje się na twoją sofę, ściąga buty i wchodzi pod koc. Mocno Cię przytula, a ty instynktownie zaplatasz swoje nogi w jego.
- Ja naprawdę nie mam ochoty wracać do przeszłości. Rozumiesz? Naprawdę nie chcę. A mój najukochańszy brat wciąż porusza ten pieprzony temat. Nie chcę tego wszystkiego, po prostu, kurwa, nie chcę.
- Wiem, wszystko wiem - całuje Cię we włosy i leży obok.
- Czy ja kiedykolwiek się od tego uwolnię?
- Nie. Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Ale możesz próbować. Pogadaj z Piotrkiem. Przecież to Twój brat. On powinien znać prawdę.
- Powinien? Kocur, proszę Cię - irytujesz się i automatycznie zabierasz nogi, podsuwając je pod brodę.
- Inaczej ciągle będzie Ci przypominał o przeszłości. A tak, nie wie, dlaczego wkurwiasz się na samą myśl o tym co było. I nie może zapobiec temu wszystkiemu. Śmierć rodziców, ten chuj, który Ci to wszystko zrobił, po prostu Chrapkowski tego nie rozumie. Nie wie, co czujesz, nie ma pojęcia o niczym co przeżywasz.
- Nie pieprz głupot.
- Pieprzyć, to ja mogę co najwyżej potrawę.
- Albo swoją ukochaną.
- Ciebie też mogę - przysuwa się do Twojego ucha gryząc je ze śmiechem.
- Nie, dziękuję. Nie skorzystam.
I wiesz, że trochę rozluźnił sytuację. Po dłuższej chwili wstajesz i idziesz się ogarnąć do łazienki. Za każdym razem kiedy ktoś Ci przypomina o przeszłości, ty reagujesz zbyt mocno. Ale cholera, jak możesz nie reagować w taki sposób, skoro przyjaciel Twoich rodziców, zaraz po ich śmierci, kiedy zmarli na Twoich oczach, zgwałcił niewinną piętnastolatkę?! No kurwa jak?!
Czemu ty musisz mieć tak pojebane życie? Dlaczego to wszystko musi się akurat Tobie przytrafiać?
Kilka najbliższych dni spędzasz pogrążona w pracy. Wiesz, że jeśli nie skończysz tych projektów, najpierw powieszą Cię za jaja, których nie masz, a potem zabiorą jedyne źródło Twojego dochodu, poza spadkiem po rodzicach, które Piotrek po tym, jak skończyłaś osiemnastkę i uciekłaś na południe kraju, przelał na Twoje konto. Spadkiem potężnym, ale.. Najpierw sama zebrałaś dzięki swoim projektom kasę na wkład własny pod kredyt, potem kupiłaś swój najpiękniejszy na świecie dom, a teraz ciągniesz wszystko dalej. Chociaż wiesz, że gdybyś chciała, żaden kredyt nie byłby Ci potrzebny, bo spadek spokojnie by to pokrył. Ale nie, nie umiałaś wydać tych pieniędzy.
Nieubłaganie zbliżał się termin ślubu Stocha. Nadal nie miałaś sukienki, ślubnego prezentu, ani pomysłu na to, jak omijać Mieszka.
We wtorek do Twojego biura w domu wpakował się Kot.
- Cześć Larcia, jak poszukiwania wymarzonej sukienki? - cmoknął Cię w policzek i usiadł na biurku.
- Muszę zacząć jakoś zacząć zamykać drzwi na więcej zamków i zabrać Ci klucze.
- To, sobie następne dorobię. To jak z tą sukienką?
- Kocur, spuść z tonu. Nie widzisz, że mam projekt do skończenia? Jak go nie skończę, nie będzie mnie stać nawet na waciki.
- Dobra, dobra, zarządzam pięć minut przerwy. Chodź - ciągnie Cię za rękę.
- Kotek, wypierdalaj z łaski swojej. Naprawdę jeszcze tyle pracy przede mną, zę nie wiem w co ręce włożyć i nie wiem, czy do wesela się wyrobię, a ty mnie jeszcze zabierasz na przerwę.
- W słusznej sprawie. Nie jęcz, tylko chodź.
Nie daje za wygraną, a ty zrezygnowana poddajesz się jego prowadzeniu. Podekscytowany idzie z Tobą na parter.
- Chłopie, jak ty jesteś taki podniecony schodząc do mojego salonu, to co się dzieje kiedy zabierasz swoją ukochaną do łóżka? - śmiejesz się.
- Dzieją się fajne rzeczy. Ale pozwolisz, że oszczędzę Ci szczegółów tego, w jaki sposób się pieprzę, okej?
- Z wielką radością Ci zezwolę. No co ty chcesz w końcu?
- Czekaj tu - zostawia Cię przy sofie, a sam biegnie do przedpokoju.
Stoisz z założonymi rękoma i zastanawiasz się, na cholerę tu jesteś i planujesz właśnie jaki zrobisz układ w tej łazience, którą właśnie projektujesz.
- Proszę - podaje Ci kwadratowe pudełko z kokardką.
- Święta Bożego Narodzenia już były, Wielkanoc również. Urodziny za dwa miesiące, imienin nie obchodzę. Dzień kota, dobroci dla zwierząt i inne takie za nami. Poznaliśmy się w styczniu, także i tu skucha. Żadna okazja nie pasuje.
- Jesteś głupia, wiesz? Otwórz.
Odwiązujesz czerwoną kokardkę i ściągasz wieczko pudełka.
- Czy Ciebie dostatecznie pojebało?! - wrzeszczysz, widząc perfekcyjnie złożoną sukienkę, którą trochę temu przymierzałaś w jednym z tych cholernie drogich sklepów.
- Mnie nie, ale Ciebie może. Przymierz.
- Nie ma mowy. Nie mam na nią pieniędzy, już Ci coś mówiłam wtedy. Problemy z pamięcią? To lecytynę kup. W aptece najlepiej.
- Larcia, nie pierdol, tylko marsz się przebrać.
- Maciek, kurwa no!
- Sio, powiedziałem już? - dobitnie wypowiedział te słowa i pchnął w stronę łazienki.
Bałaś się nawet dotknąć materiału, przecież takich rzeczy się nie nosi. To wisi w muzeum i wszyscy to podziwiają. Kawałek szmatki za tysiąc dwieście pięćdziesiąt złotych.
- Jeżeli zaraz tego nie ubierzesz i nie przyjdziesz tutaj, wparuję Ci zaraz do tej łazienki i na siłę Ci to założę. A tego chyba oboje nie chcemy?
- Mam wyjebane na to, czy mnie widzisz gołą, czy nie. Także to szybciej twoja lejdi miałaby coś przeciwko - śmiejesz się i ulegasz.
Ubierasz to zajebiście drogie cudo i wychodzisz.
- No, Larcia, wreszcie wyglądasz jak człowiek! Mam nadzieję, że jakiś fryzjer i kosmetyczka Cię ogarnie. Bo jestem facetem cholera, sukienkę Ci kupić mogę, ale takich spraw za Ciebie nie załatwię.
- A kto powiedział, że jestem człowiekiem? A w dodatku kobietą?
- Powiem Ci w sekrecie, że widziałem tampony w Twojej torebce i jeżeli byłabyś facetem.. Używałabyś ich chyba tylko, żeby pchać je sobie do dupy. A to byłoby słabe, także..
- Jesteś kretynem - kręcisz głową z politowaniem.
- Wiem. Podoba Ci się, mam nadzieję?
- Wiesz przecież, że tak. Ale ja naprawdę..
- Koniec tematu. Możesz już się przebrać w te swoje przedarte jeansy i pójść kończyć projekt. A ja lecę do Stocha, bo czegoś jeszcze ode mnie potrzebuje. Trzymaj się - całuje Cię w policzek i ucieka.
A ty zostałaś na środku salonu w kurewsko drogiej szmatce, którą kupił Ci Kocur. I nie miałaś bladego pojęcia, jak mu się za to odwdzięczysz.
Przechodzisz do salonu, gdzie z miską popcornu i piciem rozsiadasz się wygodnie na kanapie. Włączasz na DVD jakiś film i patrzysz w niego bez większego zainteresowania. Znasz przecież go doskonale. A w myślach wciąż krąży Ci ten frajer, który tak bardzo zniszczył Ci życie. Głębsze rozkminy przerywa Ci telefon.
- Cześć Klarysko, jak żyjesz?
- Boże, to znowu ty. Braciszku, czy ty nie masz własnych zajęć? Treningów, meczy, nic?
- I tak Cię kocham.
- A ja Ciebie nie. Żyję, to się liczy.
- Nie pytam czy, tylko jak. Gdybyś nie żyła, prawdopodobnie bym z Tobą nie rozmawiał.
- Prawdopodobnie. Czyli nie na pewno. Mogłabym pozostać jako duch i straszyć później wszystkich.
- Czasem zastanawiam się, czy ty aby na pewno jesteś z tych Chrapkowskich. Czy Cię w szpitalu nie podmienili.
- Mogliby. Miałabym lepszego brata.
- Dobra, już lepiej skończmy. Przyjeżdżam.
- Na chuj?
- Klara! - beszta Cię za słownictwo.
- Błagam Cię Piotruś, przecież nie jestem już małą dziewczynką.
- Nie ważne. No jak na co, na ślub.
- Czyj? Bo mój na pewno nie - śmiejesz się. - Nie przypominam sobie, żebym robiła jakiś, to raz. Dwa, że kandydata nie mam na męża, a trzy, że na pewno bym Cię na niego nie zaprosiła. Także, wybaczysz..
- Stocha głupia.
- O.
I następuje chwila ciszy. Uświadamiasz sobie, że faktycznie przecież Kamil zaprzyjaźnił się z Twoim bratem, przez to, że jak do Ciebie przyjeżdżał, często się widywali.
- I co w związku z tym?
- Przenocujesz nas?
- A mam inny wybór?
- Klara proszę Cię, przestań być cały czas taka opryskliwa.
- Opryskliwa? - śmiejesz się. - Wredna, zła, nienormalna, szczera.. Mogłabym jeszcze kilka wymienić. Ale opryskliwa to nowe sformułowanie, dodam do swojego CV.
- Z Tobą nie da się normalnie rozmawiać.. Nie mam zamiaru dłużej tego ciągnąć. W każdym razie razem z Dagmarą przyjedziemy do Ciebie w czwartek przed weselem.
- Dagmara przyjeżdża? Przecież w ciąży jest. Nie powinna zostać w domu?
- Ciąża to nie jest choroba. Przestań.
- Martwię się o nią, to źle? - kłamiesz.
- Ty się nie martwisz. Wiem, że jej nie lubisz. Nie zapominaj, że jest moją żoną i wkrótce urodzi moją córkę.
- Czy Twoją, to się okaże.
- Klara, cholera jasna no!
- Dobra, przepraszam, już. Okej, przenocuję Was. Zostawię Wam całą chatę wolną, a sama pójdę spać wtedy do Kota. Pasuje?
- Nie musisz.
- Ale chcę. Jeszcze coś?
- Nie. Chociaż.. Klara?
- Hm?
- Brakuje mi tej starej Klary. Mojej młodszej siostrzyczki. Która była normalna, prosta i można było sobie porozmawiać o wszystkim.
- A mnie nie. Muszę kończyć. Daj znać, jak będziecie się zbierać z Kielc do mnie. Pa.
I wyłączasz się. Bo wiesz, że nie chcesz ciągnąć dłużej tematu pod tytułem "mała Larcia mieszkająca z kochającą rodzinką na Kaszubach, która wszystko robiła jak wszyscy chcieli". Wolisz to co jest tu i teraz. Kochasz Zakopane, kochasz swój dom i widok z okien. I wiesz, że za nic w świecie nie chcesz się cofać w tamte rejony.
Wracasz na sofę, przykrywasz się kocem i wciąż patrzysz tępo w szklany ekran. Mijają kolejne godziny, a ty wciąż nie masz ochoty zrobić nic. Chwilę później słyszysz kroki w przedpokoju.
- Niech zgadnę, Chrapkowski numer dwa zadzwonił do Ciebie, ty się wkurwiłaś i nie masz ochoty nawet odebrać ode mnie telefonu? Larcia, Larcia..
Kot jak gdyby nigdy nic, pakuje się na twoją sofę, ściąga buty i wchodzi pod koc. Mocno Cię przytula, a ty instynktownie zaplatasz swoje nogi w jego.
- Ja naprawdę nie mam ochoty wracać do przeszłości. Rozumiesz? Naprawdę nie chcę. A mój najukochańszy brat wciąż porusza ten pieprzony temat. Nie chcę tego wszystkiego, po prostu, kurwa, nie chcę.
- Wiem, wszystko wiem - całuje Cię we włosy i leży obok.
- Czy ja kiedykolwiek się od tego uwolnię?
- Nie. Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Ale możesz próbować. Pogadaj z Piotrkiem. Przecież to Twój brat. On powinien znać prawdę.
- Powinien? Kocur, proszę Cię - irytujesz się i automatycznie zabierasz nogi, podsuwając je pod brodę.
- Inaczej ciągle będzie Ci przypominał o przeszłości. A tak, nie wie, dlaczego wkurwiasz się na samą myśl o tym co było. I nie może zapobiec temu wszystkiemu. Śmierć rodziców, ten chuj, który Ci to wszystko zrobił, po prostu Chrapkowski tego nie rozumie. Nie wie, co czujesz, nie ma pojęcia o niczym co przeżywasz.
- Nie pieprz głupot.
- Pieprzyć, to ja mogę co najwyżej potrawę.
- Albo swoją ukochaną.
- Ciebie też mogę - przysuwa się do Twojego ucha gryząc je ze śmiechem.
- Nie, dziękuję. Nie skorzystam.
I wiesz, że trochę rozluźnił sytuację. Po dłuższej chwili wstajesz i idziesz się ogarnąć do łazienki. Za każdym razem kiedy ktoś Ci przypomina o przeszłości, ty reagujesz zbyt mocno. Ale cholera, jak możesz nie reagować w taki sposób, skoro przyjaciel Twoich rodziców, zaraz po ich śmierci, kiedy zmarli na Twoich oczach, zgwałcił niewinną piętnastolatkę?! No kurwa jak?!
Czemu ty musisz mieć tak pojebane życie? Dlaczego to wszystko musi się akurat Tobie przytrafiać?
Kilka najbliższych dni spędzasz pogrążona w pracy. Wiesz, że jeśli nie skończysz tych projektów, najpierw powieszą Cię za jaja, których nie masz, a potem zabiorą jedyne źródło Twojego dochodu, poza spadkiem po rodzicach, które Piotrek po tym, jak skończyłaś osiemnastkę i uciekłaś na południe kraju, przelał na Twoje konto. Spadkiem potężnym, ale.. Najpierw sama zebrałaś dzięki swoim projektom kasę na wkład własny pod kredyt, potem kupiłaś swój najpiękniejszy na świecie dom, a teraz ciągniesz wszystko dalej. Chociaż wiesz, że gdybyś chciała, żaden kredyt nie byłby Ci potrzebny, bo spadek spokojnie by to pokrył. Ale nie, nie umiałaś wydać tych pieniędzy.
Nieubłaganie zbliżał się termin ślubu Stocha. Nadal nie miałaś sukienki, ślubnego prezentu, ani pomysłu na to, jak omijać Mieszka.
We wtorek do Twojego biura w domu wpakował się Kot.
- Cześć Larcia, jak poszukiwania wymarzonej sukienki? - cmoknął Cię w policzek i usiadł na biurku.
- Muszę zacząć jakoś zacząć zamykać drzwi na więcej zamków i zabrać Ci klucze.
- To, sobie następne dorobię. To jak z tą sukienką?
- Kocur, spuść z tonu. Nie widzisz, że mam projekt do skończenia? Jak go nie skończę, nie będzie mnie stać nawet na waciki.
- Dobra, dobra, zarządzam pięć minut przerwy. Chodź - ciągnie Cię za rękę.
- Kotek, wypierdalaj z łaski swojej. Naprawdę jeszcze tyle pracy przede mną, zę nie wiem w co ręce włożyć i nie wiem, czy do wesela się wyrobię, a ty mnie jeszcze zabierasz na przerwę.
- W słusznej sprawie. Nie jęcz, tylko chodź.
Nie daje za wygraną, a ty zrezygnowana poddajesz się jego prowadzeniu. Podekscytowany idzie z Tobą na parter.
- Chłopie, jak ty jesteś taki podniecony schodząc do mojego salonu, to co się dzieje kiedy zabierasz swoją ukochaną do łóżka? - śmiejesz się.
- Dzieją się fajne rzeczy. Ale pozwolisz, że oszczędzę Ci szczegółów tego, w jaki sposób się pieprzę, okej?
- Z wielką radością Ci zezwolę. No co ty chcesz w końcu?
- Czekaj tu - zostawia Cię przy sofie, a sam biegnie do przedpokoju.
Stoisz z założonymi rękoma i zastanawiasz się, na cholerę tu jesteś i planujesz właśnie jaki zrobisz układ w tej łazience, którą właśnie projektujesz.
- Proszę - podaje Ci kwadratowe pudełko z kokardką.
- Święta Bożego Narodzenia już były, Wielkanoc również. Urodziny za dwa miesiące, imienin nie obchodzę. Dzień kota, dobroci dla zwierząt i inne takie za nami. Poznaliśmy się w styczniu, także i tu skucha. Żadna okazja nie pasuje.
- Jesteś głupia, wiesz? Otwórz.
Odwiązujesz czerwoną kokardkę i ściągasz wieczko pudełka.
- Czy Ciebie dostatecznie pojebało?! - wrzeszczysz, widząc perfekcyjnie złożoną sukienkę, którą trochę temu przymierzałaś w jednym z tych cholernie drogich sklepów.
- Mnie nie, ale Ciebie może. Przymierz.
- Nie ma mowy. Nie mam na nią pieniędzy, już Ci coś mówiłam wtedy. Problemy z pamięcią? To lecytynę kup. W aptece najlepiej.
- Larcia, nie pierdol, tylko marsz się przebrać.
- Maciek, kurwa no!
- Sio, powiedziałem już? - dobitnie wypowiedział te słowa i pchnął w stronę łazienki.
Bałaś się nawet dotknąć materiału, przecież takich rzeczy się nie nosi. To wisi w muzeum i wszyscy to podziwiają. Kawałek szmatki za tysiąc dwieście pięćdziesiąt złotych.
- Jeżeli zaraz tego nie ubierzesz i nie przyjdziesz tutaj, wparuję Ci zaraz do tej łazienki i na siłę Ci to założę. A tego chyba oboje nie chcemy?
- Mam wyjebane na to, czy mnie widzisz gołą, czy nie. Także to szybciej twoja lejdi miałaby coś przeciwko - śmiejesz się i ulegasz.
Ubierasz to zajebiście drogie cudo i wychodzisz.
- No, Larcia, wreszcie wyglądasz jak człowiek! Mam nadzieję, że jakiś fryzjer i kosmetyczka Cię ogarnie. Bo jestem facetem cholera, sukienkę Ci kupić mogę, ale takich spraw za Ciebie nie załatwię.
- A kto powiedział, że jestem człowiekiem? A w dodatku kobietą?
- Powiem Ci w sekrecie, że widziałem tampony w Twojej torebce i jeżeli byłabyś facetem.. Używałabyś ich chyba tylko, żeby pchać je sobie do dupy. A to byłoby słabe, także..
- Jesteś kretynem - kręcisz głową z politowaniem.
- Wiem. Podoba Ci się, mam nadzieję?
- Wiesz przecież, że tak. Ale ja naprawdę..
- Koniec tematu. Możesz już się przebrać w te swoje przedarte jeansy i pójść kończyć projekt. A ja lecę do Stocha, bo czegoś jeszcze ode mnie potrzebuje. Trzymaj się - całuje Cię w policzek i ucieka.
A ty zostałaś na środku salonu w kurewsko drogiej szmatce, którą kupił Ci Kocur. I nie miałaś bladego pojęcia, jak mu się za to odwdzięczysz.